Zamknięte karczmy i puste stacje benzynowe: znikające biznesy przy „starej siódemce” walczą o przetrwanie
2025-03-03
Autor: Anna
Zamknięta karczma Antolka, Dębowa Chata, uliczne stacje benzynowe i małe sklepiki - takie widoki stały się normą na trasie Kraków-Warszawa. Mijając parkingi, można zobaczyć jedynie wiatry huczące między pustymi miejscami postojowymi. W jednej z przydrożnych karczm słychać lament: „Dziś mieliśmy tylko jednego klienta, dramat”. Stała klientela znika nie tylko, ponieważ nowa ekspresówka przyciąga kierowców, ale w regionie pojawiają się też takie sieci jak McDonald’s, które odbierają dotychczasowych gości.
Minister infrastruktury Dariusz Klimczak, otwierając nowy odcinek drogi ekspresowej S7 na północ od Krakowa, zaznaczył, że to najważniejsza inwestycja drogowa w tym roku. Nowa część trasy, o długości około 13 kilometrów, znacznie skróciła czas podróży między Krakowem a Warszawą do zaledwie 2,5 godziny. Tak znaczne udogodnienie od razu przyciągnęło kierowców, którzy porzucili długą i wyboistą starą trasę.
Po dwóch miesiącach od otwarcia podjęliśmy decyzję, aby sprawdzić, jak biznesy wzdłuż „starej siódemki” przetrwały w nowej rzeczywistości. I szybko stwierdziliśmy, że życie na starych szlakach wygasa. Im dalej od Krakowa, tym bardziej opuszczone drogi i nieliczne samochody. Kiedyś pełne aut i ciężarówek parkingi świecą pustkami, a na nielicznych czynnych stacjach benzynowych ruch jest znikomy.
Pani Agata z restauracji Cichy Gaik opowiada, że ich ruch znacznie się zmniejszył. W środku tygodnia, w godzinach obiadowych, brak jest gości - tylko jeden lub dwa stoliki są czasami zajęte. W weekendy sytuacja nieco się poprawia, jednak nie jest wystarczająca. Klienci przyjeżdżają głównie z daleka, ale teraz muszą stawić czoła rosnącej konkurencji ze strony fast foodów i innych restauracji.
„Robimy, co możemy” - mówi z uśmiechem pani Agata. Jednak idealna wizja przyszłości dla takich miejsc jak Cichy Gaik i Siedlisko Karczma w okolicach Miechowa jest daleka od rzeczywistości. „Ledwie się trzymamy, organizujemy imprezy i obiadki na dowóz, ale co z resztą tygodnia?” - zastanawia się pan Maciej.
Problemy z ruchem i obsługą gości odczuwają również inne miejsca, takie jak Zajezdnia Leśniczówka czy Zameczek w Księżu Wielkim. Od momentu otwarcia ekspresówki, wielu klientów przestało odwiedzać te lokalizacje, co doprowadziło do znacznego spadku ruchu. Niektórzy klienci wciąż docierają dzięki znakomitej reputacji tych lokali w Internecie, są zmuszeni jednak podejmować różne działania, aby przetrwać.
Zameczek przygotowuje się na metamorfozę. Planują gruntowny remont oraz nowe atrakcje, licząc na przyciągnięcie nowej klienteli. Teren, na którym się znajdują, ma ogromny potencjał, a nowa oferta może sprawić, że miejsce stanie się atrakcją turystyczną.
To ostrzeżenie dla lokalnych biznesów - jeśli wszystko się nie zmieni, niektóre z nich już wkrótce mogą podzielić los Antolki czy Dębowej Chaty. Czy uda się im przetrwać, gdy otoczenie zmienia się na ich oczach? Czas pokaże, ale jedno jest pewne - przyszłość dla wielu przydrożnych karczm, które zgodnie z tradycją gościły podróżnych, rysuje się w ciemnych barwach.