Bezlitosny komornik: „Prawo to prawo” – dramat Marty, która straciła swoje mieszkanie
2025-06-04
Autor: Michał
Marta nigdy nie miała szczęścia w życiu. Bywała ostrożna, unikała niepotrzebnego ryzyka, a mimo to, los zadał jej potężny cios. Straciła mieszkanie, w którym inwestowała oszczędności i musiała zacząć wszystko od nowa.
Rozpoczyna się koszmar
Wszystko zaczęło się od momentu, gdy dobry kolega jej męża, któremu wcześniej udzielili pomocy, poprosił o wsparcie finansowe. Paweł, mąż Marty, nie wahał się ani chwili i podpisał się pod kredytem jako żyrant. "To tylko formalność" – twierdził.
Jednak gdy pandemia sprawiła, że kolega stracił pracę, przestał spłacać zadłużenie. Bank zupełnie legalnie zwrócił się do Pawła i Marty, a ich wspólne konto stało się celem egzekucji.
Finansowa walka
Następne miesiące okazały się prawdziwą gehenną. Para próbowała negocjować z bankiem, wysyłała pisma do komornika, lecz każdy kontakt kończył się tym samym: „Prawo jest prawem. Podpisał się pan, więc oboje odpowiadacie za dług.” Stres i niepewność zaczęły duszą Martę, która nie przypuszczała, że czeka ją taka tragedia.
Licytacja i rozpad małżeństwa
Mieszkanie zostało oszacowane na 450 tysięcy złotych. Podczas pierwszej licytacji nikt nie był zainteresowany, jednak na drugiej już się sprzedało. "To było jak pogrzeb bliskiej osoby" – relacjonuje Marta.
Po odliczeniu wszystkich kosztów, z ich zarobków pozostało jedynie 15 tysięcy złotych. Paweł zaproponował, aby podzielić tę kwotę po równo. Niestety, licytacja i walka o mieszkanie ledwie rozpoczęły jeszcze większy kryzys w ich małżeństwie.
Nowe życie w wynajmowanym mieszkaniu
Po rozstaniu Marta przeniosła się z dziećmi do wynajmowanego mieszkania. Codziennie, od rana pracowała w biurze, a wieczorami sprzątała w kancelarii prawnej. To była żmudna walka, ale postanowiła, że zmieni swoje życie.
Kurs, który miał odmienić życie…
Zimą 2024 roku, Marta, jako samotna matka, postanowiła zainwestować w siebie. Kurs biznesowy za jedyne 57 złotych wydawał się strzałem w dziesiątkę. Marzyła o lepszej pracy i możliwości kupna własnego mieszkania.
Kilka miesięcy później, z dnia na dzień, przyszło wezwanie od komornika. Kwota zadłużenia: przerażające 15 tysięcy złotych. Marta była pewna, że to jakaś pomyłka. Dopiero gdy zajrzała w szczegóły, zrozumiała, że została wplątana w niewłaściwe sprawy.
Błąd, który mógł kosztować wszystko
Dowiedziała się, że kurs biznesowy, w który zainwestowała, miał powiązania z długami jego twórcy. Wkrótce zrozumiała, że znalazła się wśród tysięcy innych poszkodowanych. Na szczęście, dzięki pomocy lokalnego prawnika, uzyskała prawne rozwiązanie: wystarczyło złożyć proste oświadczenie.
Marta przeszła przez prawdziwy koszmar, którego nie zapomni do końca życia. Dziś, mimo wszystko, ma nadzieję na lepsze jutro. Dzięki ciężkiej pracy i determinacji wierzy, że uda jej się stanąć na nogi, unikając pożyczek i strzeż się przed kolejnymi pułapkami.