Cyrk, nie sąd. Sprawa Justyny Wydrzyńskiej podważa zaufanie do wymiaru sprawiedliwości
2025-02-14
Autor: Anna
Sprawa Justyny Wydrzyńskiej rozpoczęła się w 2020 roku, gdy otrzymała dramatyczną wiadomość od Ani, kobiety żyjącej w przemocowej relacji, mającej na utrzymaniu 3-letnie dziecko, które wymagało specjalnej opieki. Ania, będąc w trudnej sytuacji, zdecydowała, że nie chce rodzić kolejnego dziecka.
Początkowo planowała wywołać poronienie za pomocą cewnika Foleya, stosowanego w położnictwie do indukcji porodu. Gdy ten plan się nie udał, postanowiła wyjechać na zabieg do Niemiec, ale nie mogła zostawić swojego dziecka samego. Zdesperowana, zamówiła tabletki aborcyjne z zagranicy, ale przesyłka opóźniła się. W końcu skontaktowała się z organizacją Aborcja bez Granic, która wsparła ją w tej dramatycznej sytuacji.
W wiadomości do Justyny Ania wyraziła swoją determinację: chciała za wszelką cenę zakończyć ciążę, nawet rozważając najniebezpieczniejsze metody. Justyna postanowiła jej pomóc i wysłała jej swoje tabletki.
Ta sprawa wzbudziła ogromne kontrowersje w Polsce, gdzie prawo aborcyjne jest wyjątkowo restrykcyjne. Osoba, która postanawia pomóc innym w realizacji ich wyborów dotyczących zdrowia reprodukcyjnego, staje przed ogromnym ryzykiem prawnym. Wiele osób obawia się, że ta sprawa stawia pod znakiem zapytania zaufanie do wymiaru sprawiedliwości, a także do systemu, który nie zapewnia kobietom potrzebnej pomocy w trudnych sytuacjach. Komentując sytuację, wielu specjalistów w dziedzinie praw człowieka podkreśla, że takie przypadki mogą prowadzić do większej stygmatyzacji i marginalizacji kobiet w Polsce.
Działania Justyny stały się symbolem walki o prawa kobiet w kraju, gdzie debata na temat aborcji wciąż wywołuje skrajne emocje. W obliczu rosnącej fali protestów oraz zaniepokojenia społecznego, wielu Polaków zaczyna głośno domagać się zmian w przepisach, aby zapewnić kobietom bezpieczne i legalne możliwości decydowania o swoim ciele.