Dyrektorka uległa rodzicom z Ukrainy. "To był mój największy błąd"
2024-09-30
Autor: Katarzyna
- Jeśli dziecko wchodzi w polski system w nowym dla siebie kraju bez znajomości języka polskiego, to jest mu niezwykle trudno - mówi Jolanta Gajęcka, dyrektorka Szkoły Podstawowej nr 2 w Krakowie. Jej słowa nabierają szczególnego znaczenia w kontekście rosnącej liczby ukraińskich uczniów w polskich szkołach oraz poważnych wyzwań, przed którymi stają zarówno dzieci, jak i ich rodzice.
1. Wiele dzieci nie mówi po polsku
Od 1 września 2024 roku wszystkie ukraińskie dzieci w Polsce podlegają obowiązkowi szkolnemu pod groźbą utraty świadczenia 800+. Do placówek edukacyjnych dołączyło już 40 tysięcy nowych uczniów z Ukrainy, a ministerstwo edukacji podkreśla, że dokładne liczby wciąż spływają.
Problemem nie jest jednak tylko zwiększająca się liczba dzieci w polskich szkołach, ale ich niska znajomość języka polskiego. Wiele dzieci, a także ich rodzice, borykają się z trudnościami w komunikacji.
- Mamy w oddziale przygotowawczym 19 nowych dzieci, które dotychczas nie były zapisane w żadnej polskiej szkole i nie mówią po polsku. Wśród nich są dzieci, które w przeszłości zaczęły naukę w oddziale przygotowawczym, ale potem zniknęły z systemu - zauważa Gajęcka.
Niektóre dzieci, z braku oddziału przygotowawczego dla najmłodszych, musiały od razu uczęszczać do klas ogólnodostępnych, co stwarza poważne problemy.
2. "To był mój największy błąd"
W krakowskiej podstawówce uczy się 925 dzieci, z czego 84 to uchodźcy z Ukrainy. Nowoprzyjęci uczniowie są diagnozowani pod kątem ich umiejętności komunikacyjnych. Rodzice jednak często wywierają presję na dyrekcję, aby ich dzieci jak najszybciej trafiły do klas ogólnodostępnych, nawet jeżeli nie mówią po polsku.
- Uległam dwa razy. Uczniowie, w tym ukraińscy rówieśnicy, mówili, że muszą być przeniesieni, bo w oddziale przygotowawczym tracą czas. To był mój największy błąd, ponieważ później dzieci miały wiele problemów, musiały przystąpić do egzaminów poprawkowych i powtarzały klasę - dodaje dyrektorka.
Inni dyrektorzy szkół także stają w obliczu podobnych dylematów, często pod presją rodziców decydują się na przyjęcie uczniów nieznających języka polskiego do klas ogólnodostępnych, co prowadzi do problemów w późniejszym procesie edukacyjnym.
3. Brak wsparcia
Mimo że w szkołach wskazywano na potrzebę zatrudniania asystentów międzykulturowych, ich brakuje, a finansowanie dla takich rozwiązań także nie istnieje. Dyrektorzy czują się bezradni wobec rosnącej liczby dzieci z Ukrainy oraz ich potrzeb.
- Takie osoby byłyby potrzebne większości uczniów, by tłumaczyć im różne zagadnienia, jednak na to wszystko nie stać polskich szkół. Próbowałam zatrudnić pięciu asystentów, ale nauczyciele mówili mi, że nie przyjmują takiej formy wsparcia, ponieważ oni czuli się zdezorientowani i niechętni do współpracy - relacjonuje Gajęcka.
4. Czy najpierw kurs, potem szkoła?
Wiele osób podnosi, że zmiana prawa jest kluczowa do poprawy sytuacji. Dyrektorka Gajęcka uważa, że dzieci ukraińskie powinny najpierw zdobyć umiejętności językowe, zanim dołączą do polskiego systemu edukacji.
- Kursy języka polskiego powinny być wprowadzone jako wstępna edukacja poza systemem oświaty. Dopiero z certyfikatem na poziomie A2 dzieci mogłyby przystąpić do szkoły, a ich klasy powinny być ustalane według daty urodzenia, by ułatwić proces nauki - podkreśla.
Czy jednak społeczność ukraińska zgadza się z tym podejściem? Olesia Kobryn, która mieszka w Polsce od 2016 roku, ma inne zdanie.
- Dzieci nie mają czasu na naukę przed rozpoczęciem zajęć szkolnych, ponieważ sytuacja w Ukrainie jest alarmująca. Musimy znaleźć równowagę między nauką języka a edukacją. Uważam też, że dzieci powinny być włączone do polskiego systemu, ale muszą mieć też możliwość nauki języka w codziennym życiu - kończy Kobryn.
Sytuacja ukraińskich dzieci w polskich szkołach z pewnością będzie tematem dyskusji jeszcze przez długi czas. Jakie rozwiązania zostaną wprowadzone przez władze edukacyjne, aby poprawić edukację i integrację oraz jak zachować równowagę pomiędzy nauką a wsparciem kulturowym, pozostaje pytaniem na przyszłość.