Gen. Polko oburzony na Trumpa: Jak influencer. To kuriozalne
2025-02-16
Autor: Agnieszka
Prezydent USA, Donald Trump, wysyła coraz mocniejsze sygnały danych, wskazujących na chęć osiągnięcia porozumienia z Władimirem Putinem w sprawie wojny na Ukrainie. Keith Kellogg, specjalny przedstawiciel prezydenta USA ds. Ukrainy i Rosji, ogłosił, że przy stole negocjacyjnym nie będzie przedstawicieli krajów europejskich. Przyznał jednocześnie, że "byłoby głupotą twierdzić", że Ukraina nie weźmie udziału w tych rozmowach.
Tymczasem, pojawiają się informacje o planowanych negocjacjach między USA a Rosją, które mają się odbyć w Arabii Saudyjskiej. Co ciekawe, Kijów miał dowiedzieć się o tym dopiero z mediów.
Oburzenie gen. Polko
– Jak to ma wyglądać? Stany Zjednoczone wynegocjują zgniły pokój, a Europa ma go pilnować? To jest kuriozalne – oburza się gen. Roman Polko, były szef GROM, w rozmowie z Interią. Jak dodaje, Wołodymyr Zełenski wyraża chęć, aby Europa brała udział w tych rozmowach i ma aspiracje do przystąpienia do Unii Europejskiej.
Według generała, podobne zapowiedzi odnośnie układów pokojowych, takie jak te wypowiedziane przez Keitha Kelloga, tylko osłabiają mandat Stanów Zjednoczonych. – Negocjacje są zupełnie inne, kiedy wszystko jest uzgodnione i stanowisko jest reprezentatywne dla całego Zachodu. Władimir Putin prawdopodobnie cieszy się z tej sytuacji i będzie jeszcze bardziej zadowolony, jeśli uda mu się podzielić sojuszników – zauważa Polko.
Były dowódca GROM podkreśla, że sama obecność wojsk amerykańskich na Ukrainie nie wystarczy, aby zapewnić jej bezpieczeństwo. Przykładem przytacza Koreę Południową, której granic przez pierwsze dwie dekady od zamrożenia konfliktu z Północą broniło ponad 60 tysięcy żołnierzy na odcinku nieprzekraczającym 300 km. – Donald Trump zachowuje się jak internetowy influencer. Ochrona granic rozciągających się na 3 tys. km wymagałaby zaangażowania znacznie większej liczby wojsk niż w Korei – wskazuje gen. Polko. – Kluczowa nie jest liczba żołnierzy, ale ich reprezentatywność. Jeśli amerykańskie i europejskie wojska zostaną zaatakowane, oznaczałoby to atak na Stany Zjednoczone i struktury NATO – podsumowuje.