Kraj

Jarosław Jakimowicz tłumaczy swoją podróż do Białorusi: "Rozkaz KGB?"

2024-10-24

Autor: Andrzej

Wielka kontrowersja: Jarosław Jakimowicz, znana postać z mediów, swoimi relacjami z wizyty na Białorusi wywołał burzę w sieci. Mimo że został skrytykowany za swoje działania, Jakimowicz nie zamierzał ukrywać swojego podekscytowania tym krajem. To jednak nie koniec, bo głosy oburzenia rosną na fali jego wypowiedzi.

Alaksandr Azarau, lider białoruskiej organizacji opozycyjnej BYPOL, przestrzegł, że działania Jakimowicza mogą sugerować, że białoruskie KGB stara się wykorzystać go do swoich propagandowych celów. – Białoruskie KGB poszukuje osób, które można by wykorzystać jako propagandystów. To szczególnie dotyczy tych, którzy wcześniej przebywali za granicą, np. w Polsce, na Litwie, bądź w Ukrainie – powiedział Azarau w rozmowie z "Faktem".

Azarau wyjaśnił, że osoby te, już po przekroczeniu granicy, znajdują się pod obserwacją władz. Muszą one podporządkować się rozkazom reżimu, w tym publicznie chwalić Białoruś, grożąc im przy tym surowymi konsekwencjami za nieposłuszeństwo. - Publiczne chwalenie jest możliwe tylko po rozkazie KGB – dodał.

Jakimowicz natomiast miał inne zdanie na temat swoich zamiarów. W odpowiedzi na zarzuty, były gwiazdor TVP wyznał: - Nikt mi nie kazał, nikt mi nie może kazać. Jestem osobą szczerą i otwartą. Wielokrotnie powtarzał, że jego entuzjazm dotyczy jedynie samego kraju, a nie jego przywódcy, Alaksandra Łukaszenki. - Nie angażuję się w politykę – zaznaczył, ujawniając również, że od dawna marzył o odkryciu swoich przodków na Białorusi.

Niepewność oraz kontrowersje wokół tej wizyty pokazują, jak bardzo delikatny jest temat Białorusi w kontekście politycznym, zwłaszcza w świetle białoruskich działań opozycji i represji wobec krytyków reżimu. Jakimowicz, mimo swojego kontrowersyjnego wizerunku, nie zamierzał rezygnować z dzielenia się swoimi przeżyciami i fascynacją tym miejscem.