Kraj

Katecheta oskarżony o podwójne morderstwo: "Niech Bóg wybaczy mi to, co zrobiłem"

2025-03-30

Autor: Jan

Wstrząsająca sprawa z udziałem Andrzeja Z., byłego katechety, która wstrząsnęła Polską. Po czterech latach nauki w seminarium duchownym, Andrzej zrezygnował z kariery jako ksiądz, a jego życie przybrało tragiczny obrót. Po ślubie z Beatą w 1996 roku, okazało się, że Andrzej ma na sumieniu mroczną przeszłość – w trakcie narzeczeństwa popełnił przestępstwo seksualne, za które został skazany na 1,5 roku więzienia, jednak kara została wstrzymana. Beata zdecydowała się na małżeństwo mimo tych ciemnych chmur nad ich związkiem.

Związek Andrzeja i Beaty okazał się pełen przemocy. Od 1998 roku mężczyzna notorycznie bił żonę, co wielokrotnie zgłaszała na policję, lecz bezskutecznie. Wobec nacisków ze strony policji, Andrzej obiecywał poprawę, która nigdy nie nadeszła. W lutym 1999 roku doszło do brutalnego pobicia, które doprowadziło do myślenia Beaty o pełnym oddaleniu się od męża.

Punktem zwrotnym było 8 marca 1999 roku, kiedy Andrzej wrócił do domu pod wpływem alkoholu, wyjawiając zdradę, co doprowadziło Beatę do decyzji o wyprowadzce do matki w Lublinie.

Mężczyzna nie chciał pogodzić się z tym, że jego żona go opuściła. Rozpoczął intensywne starania o jej powrót, lecz bezskutecznie. Zmiany następowały błyskawicznie. 29 marca zjawiał się pod domem teściowej, a po tym jak nie został wpuszczony, udał się do sklepu z bronią, gdzie kupił nóż.

W dniu morderstwa, Andrzej przybył z kwiatami do mieszkania teściowej, jednak zamiast przeprosin, doszło do tragedii. Andrzej w brutalny sposób zabił swoją żonę Beatę i teściową Annę, zadając im liczne ciosy nożem. Beata zmarła na miejscu, nie doczekawszy się pomocy, a Anna, mimo wezwania, również nie przetrwała ataku.

Po morderstwie Andrzej próbował samobójstwa, zostawiając list pożegnalny, w którym wyrażał żal i błagał o wybaczenie. Udał się po wsparcie do lokalnego proboszcza, który wezwał policję. Szybko został ujęty, a śledztwo ujawniło, że Andrzej był świadomy swojego czynu i w chwili zdarzenia był poczytalny.

Sąd uznał, że jego działanie było wyrachowane i pozbawione skrupułów. Andrzej skazany został na 25 lat więzienia. Proces wywołał emocjonalne reakcje w rodzinie ofiar oraz społeczności lokalnej. Jak podają źródła, Andrzej Z. miał również myśli samobójcze, które były jedynie manifestacją, a sąd wskazał na brak jakiejkolwiek refleksji ze strony oskarżonego, co wzbudziło falę krytyki dotyczącej działań władz oraz systemu sprawiedliwości.

Trudna historia Andrzeja Z. jest przestrogą dla wszystkich i kolejnym przykładem na to, jak niewiele czasami potrzeba, aby jedno nieodwracalne działanie zniszczyło życie wielu osób.