Technologia

Lotnicza afera w Straży Granicznej. Co się dzieje z 2,5-milionowym symulatorem?

2025-03-10

Autor: Marek

Lotniczy symulator, który kosztował 2,5 miliona złotych, został zakupiony przez Straż Graniczną rok temu. Niestety, z różnych powodów dotąd nie uzyskał certyfikatu do profesjonalnych szkoleń, co rodzi pytania o uzasadnienie tego wydatku.

Symulator przez dłuższy czas pozostawał uszkodzony, a przestrzeń, w której go przechowywano, była praktycznie niedostępna dla funkcjonariuszy. Tylko garstka osób miała do niego dostęp, co zwiększa kontrowersje wokół jego zakupu.

Na przykład, według informacji RadioZET.pl, pogłoski krążą, że do uszkodzenia urządzenia mogło dojść w wyniku zabawy dzieci funkcjonariuszy, co tylko podgrzewa atmosferę w tej sprawie. Obecnie sprawą zajmuje się Centralne Biuro Antykorupcyjne (CBA).

Zakup symulatora był częścią większego projektu, który obejmował także nabycie dwóch samolotów Turbolet. Ich koszt wyniósł 120 milionów złotych i będą one wykorzystywane w operacjach już w grudniu tego roku. 90% kosztów zakupu madobiega z Funduszu Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

Symulator, który stanął w Gdańsku, w przestrzeni hangaru, gdzie mieści się I Wydział Lotniczy SG, wzbudza poważne wątpliwości co do warunków, w których został umieszczony. Funkcjonariusze wyrażają obawy, że to miejsce może nie spełniać norm przeciwpożarowych, ponieważ urządzenie nagrzewa się podczas użytkowania. Inna sprawa to brak wentylacji oraz klimatyzacji, co może prowadzić do dalszych uszkodzeń sprzętu.

Krytyka zakupu symulatora jest coraz głośniejsza. Użytkownicy twierdzą, że chociaż urządzenie może być wykorzystywane do treningów, nie jest w stanie spełniać wymaganych standardów, w tym nie może być podstawą do uzyskania oficjalnych uprawnień. Obecnie piloci muszą korzystać z drobniejszych, kosztownych kursów, co generuje dodatkowe wydatki. Zamiast inwestować w certyfikowany symulator, który mógłby ułatwić wewnętrzne szkolenie, teraz środki są rozpraszane w ramach szkoleń zewnętrznych, co jest nieefektywne.

Co więcej, pomieszczenie, w którym znajduje się symulator, ma przechodzić aktualnie procedurę administracyjną w celu zmiany sposobu użytkowania. Dotychczas nie było wiadomo, dlaczego te działania nie zostały podjęte wcześniej.

Rzecznik Straży Granicznej przyznaje, że symulator był używany sporadycznie, a do tej pory nie prowadził żadnych formalnych szkoleń. Tegoroczne zamieszanie oraz analiza sprawy przez CBA mogą jeszcze bardziej uwypuklić problemy związane z jego zakupem oraz jego przechowywaniem.

To dopiero początek większej analizy sytuacji w lotnictwie Straży Granicznej, która wzbudza wiele emocji i pytań wśród opinii publicznej. Co przyniesie przyszłość? Czas pokaże.