Świat

Marcin Wyrwał: "Zakończenie" wojny to przedsmak kolejnej fazy konfliktu!

2024-07-28

Autor: Marek

Marcin Wyrwał: "Zakończenie" wojny to przedsmak kolejnej fazy konfliktu!

Dlaczego Witek nie zgadza się z tym, co napisałem? "Po pierwsze, dlatego, że plan Trumpa wcale się nie różni od planu Bidena czy też planu Harris. Gdyby było inaczej, Ukraina dawno dostałaby więcej broni" – pisze.

Odpowiadam. Owszem, te dwa plany różnią się i to znacznie, co pokazują fakty i słowa obu polityków. Plan Trumpa zakłada szybkie zakończenie wojny przy zachowaniu obecnie kontrolowanych terytoriów przez Kijów i Moskwę. W kwietniu pisał o tym "The Washington Post", powołując się na prywatne rozmowy Donalda Trumpa. Według byłego prezydenta USA oddanie Rosji Krymu i okupowanych obecnie terytoriów rzekomo pozwoliłoby obu stronom wojny "zachować twarz".

Formalnie plan ten przedstawiło na początku lipca dwóch kluczowych doradców Trumpa i szefów sztabu Rady Bezpieczeństwa Narodowego USA w trakcie jego prezydentury Keith Kellogg i Fred Fleitz, którzy oparli założenia tego planu o "istniejącą linię frontu".

Zgoła inaczej przedstawia się plan Bidena, o ile w ogóle można nazwać go planem. To raczej ogólna strategia długofalowego osłabiania militarnego i gospodarczego potencjału Rosji rękami Ukraińców, jednak bez konkretnego pomysłu na zakończenie wojny. Biden nigdy nie zadeklarował celów USA jako pokonania Rosji, a zawsze ograniczał się do ogólnych zwrotów typu "tak długo, jak będzie potrzeba".

Jednocześnie sekretarz obrony w jego administracji, Lloyd Austin, 25 kwietnia 2022 r. wypowiedział znaczące słowa podczas konferencji w podrzeszowskiej Jasionce. W odpowiedzi na pytanie dziennikarza o zdefiniowanie celów USA w tej wojnie, powiedział: "Chcemy, aby Rosja została osłabiona do tego stopnia, że nie będzie mogła robić rzeczy, które zrobiła, dokonując inwazji na Ukrainę". Dodał, że w ten sposób Rosja "nie będzie miała możliwości bardzo szybkiego odtworzenia" sił i sprzętu, które zostały utracone na Ukrainie.

Nieoficjalnie ludzie z otoczenia Bidena mówili potem, że prezydent był wściekły na swojego sekretarza obrony za nadmierną medialną otwartość w sprawie amerykańskich celów. Cóż, mleko się rozlało.

Widzimy więc dwa odmienne plany w sprawie wojny w Ukrainie.

Dodatkowo, kiedy Witek, broniąc jednolitości obu planów, pisze: "gdyby było inaczej, Ukraina dawno dostałaby więcej broni", to w tej kwestii też istnieje radykalna różnica pomiędzy Trumpem i Bidenem.

Trump jest gotowy zupełnie odciąć Kijów od broni, gdyby ten nie przystawał na jego plan. Uczciwie należy przyznać, że ten sam Trump deklaruje "zalanie" Kijowa bronią, jeżeli na jego plan nie przystałaby Moskwa. Pytanie brzmi jednak: dlaczego Moskwa nie miałaby przystać na ten plan, skoro najnowszy etap tej wojny dał jej już niemal jedną piątą ukraińskiego terytorium?

Inaczej przedstawiają się dokonania Bidena w zakresie dostaw broni. Dostarcza on je Kijowowi w takich ilościach, aby Ukraina broniła się, lecz nie wygrywała, realizując amerykańską strategię "osłabiania" Rosji, ale nie pokonania jej. Chociaż warto przypomnieć, że do opóźnienia ostatniej transzy dostaw najbardziej przyczynili się akurat Republikanie, miesiącami blokując w Senacie pomoc dla Kijowa w wysokości 60 mld dol.

A zatem tak – dwaj politycy mają odmienne plany na tę wojnę i ściśle związane z nimi odmienne plany dostarczania broni.

Kolejny argument Witka: "Po drugie dlatego, że Trump, którego prezydentura z naszego punktu widzenia będzie na pewno mniej korzystna, niż prezydentura Bidena i ewentualna przyszła kadencja Harris, nie jest człowiekiem, który zamierza rozmontować amerykańskie imperium" – pisze w swoim komentarzu.

Argument ten nijak się ma do przytoczonego przez Witka zdania z mojego tekstu, z którym polemizuje. Wszak nigdy nie twierdziłem, że Ameryka jako taka – czy to za Bidena czy to za Trumpa – zupełnie porzuci nasz region, rezygnując z amerykańskich wpływów w nim.

Plan Rosji jest jasny i sprecyzowany

W końcu ostatni argument mojego adwersarza… "Przede wszystkim jednak nie zgadzam się z Marcinem z trzeciego powodu. Zakłada on – i jest w tym punkcie zgodny z absolutną większością polskich komentatorów – że jeżeli Ukraina nie odbije wszystkich okupowanych terytoriów, to Rosja będzie się szykować do kolejnej wojny" – pisze Witek.

Te słowa są poważną nadinterpretacją wszystkiego, co piszę o tej wojnie co najmniej od daty masowej inwazji Rosji na Ukrainę 24 lutego 2022 r.

Owszem, w idealnym świecie sprawiedliwe byłoby odzyskanie wszelkich terytoriów przez Ukrainę, ale akurat w naszym świecie jest to mało realne. Dlatego wielokrotnie pisałem, że strategia Rosji wobec Ukrainy polega na odcinaniu kolejnych jej kawałków podczas przeszłych, obecnej i przyszłych inwazji na ten kraj, a każde odcięcie prowadzi do kolejnego.

Mam na myśli to, że Ukraina wcale nie musi "pokonać" Rosji i "odzyskać wszystkich okupowanych terytoriów", aby sprowokować Rosję do "kolejnej wojny". Chodzi o to, że nawet nie odzyskując już ani centymetra swojej ziemi, a po prostu kończąc obecny etap wojny, stworzy Rosji warunki do przygotowania się do kolejnego uderzenia. Tego uczy nas historia rosyjsko-ukraińskiego konfliktu.

Celem Rosji było wówczas wywarcie na Kijowie presji, aby ten zwrócił Rosji pozostawione na terytorium Ukrainy po rozpadzie ZSRR prawie 1,9 tys. głowic nuklearnych oraz 2,5 tys. jednostek taktycznej broni jądrowej. To czyniło z tego kraju trzecią potęgę jądrową świata, ale – co znacznie ważniejsze! – dawało Ukrainie gwarancje bezpieczeństwa.

Co wówczas zrobiła Rosja? Uruchomiła tzw. separatystów na Krymie i w Naddniestrzu. Ostatecznie Kijów oddał broń jądrową. W ten sposób Moskwa ustawiła sobie ukraińskiego sąsiada w dogodnej pozycji do zadania ciosów w przyszłości.

To wydarzyło się w 2014 r. Najpierw separatystyczne ruchawki – na Krymie i w Donbasie – a potem uderzenie, tym razem już zbrojne, na Ukrainę. Kijów stracił wówczas 7 proc. swoich terytoriów. Czy to zatrzymało Rosję? W żadnym wypadku.

Sytuacja nie zmieniała się w kolejnych latach. Rosja nie musiała przegrywać, ale kolejne zdobycze terytorialne jedynie zachęcały ją do dalszych agresywnych działań. Jeżeli tego uczy nas historia rosyjsko-ukraińskiej wojny, to skąd założenie, że formalne "zakończenie wojny", a faktyczne "zawieszenie działań wojennych" skłoni Rosję do odpuszczenia? Nie taki jest jej plan.

Planem Rosji jest zajęcie Ukrainy, bo tylko wtedy stanie się na powrót imperium w własnym rozumieniu tego słowa. Plan Rosji jest jasny i sprecyzowany. Tylko nam jakoś trudno przyjąć go do wiadomości.

Poza planami Trumpa i Bidena, warto zaznaczyć realia na froncie oraz wewnętrzne kwestie polityczne w USA, które wpływają na dostawy broni do Ukrainy. Bez względu na to, kto wygra następne wybory prezydenckie w USA, zmiany w polityce obronnej mogą wciąż wpływać na losy Ukrainy, a tym samym na przyszłość całego regionu.

Kliknij tutaj, aby dowiedzieć się więcej o najnowszych wydarzeniach politycznych i ich wpływie na sytuację w Ukrainie!