Świat

Narkobiznes: Z Telegramu do paczkomatu. W Polsce na mefedron czeka się jak na pizzę

2025-02-12

Autor: Jan

Nie wychodząc z domu, można kupić dowolny narkotyk. Kanały na Telegramie reklamują usługi setek dilerów w całym kraju, a do internetowej dilerki służą m.in. popularne w Polsce platformy: paczkomaty i płatności BLIK-iem. W ubiegłym roku InPost odkrył pół tony narkotyków w przesyłkach, co pokazuje, jak poważny stał się problem.

"Siema, chciałbym ogarnąć matiego" – tak zaczyna się rozmowa z dilerem w aplikacji Telegram. Mega szybka reakcja: "Siemano, ile potrzebujesz?". W kontekście mefedronu, znanego również jako "mati", nie ma czasu na wahanie. Na Telegramie wszystko kręci się błyskawicznie, a transakcje przypominają zakupy online. Dilerzy wymagają jedynie podstawowych informacji, takich jak numer paczkomatu i adres e-mail. Można zapłacić poprzez BLIK.

Telegram to rosyjska aplikacja, z której korzysta regularnie ponad pół miliarda ludzi na całym świecie, w tym 2,8 miliona Polaków. Aż 30% użytkowników ma od 25 do 34 lat, co świadczy o tym, że młodzież często sięga po tę platformę, aby załatwić nielegalne interesy.

Kiedy mówimy o handlu narkotykami, Telegram jawi się jako ogromny, anonimowy rynek. Przestępcy mają teraz łatwy dostęp do klientów, a ci do dostawców. Zgłoszenia o dostawcach w postaci kartelu narkotykowego to już codzienność. Klienci mogą wybierać miasto, rodzaj substancji, metodę dostawy oraz sposób płatności - poprzez BLIK, kryptowaluty, czy tradycyjne przelewy.

Dzięki wspólnemu śledztwu, w którym wzięło udział wiele instytucji medialnych, przeanalizowano 300 wiadomości z popularnych grup na Telegramie. Wyniki są szokujące – rodzaje narkotyków oferowane przez dilerów wahają się od kilku gramów do kilogramów. Najpopularniejsze substancje to mefedron, marihuana oraz amfetamina.

Badania pokazują, że na polskim rynku narkotyki kupuje się przez paczkomaty InPostu i dostawy taxi. To nowe zjawisko w handlu narkotykami sprawia, że spirala uzależnienia i zagrożenia społeczne rosną.

Anna, mama uzależnionego chłopca, opisuje tragiczne skutki korzystania z Telegramu: „To właśnie tam kupował narkotyki. W końcu trafił do szpitala, gdzie zaczął sprzedaż, by zdobyć pieniądze na własne uzależnienie“. Z danych wynika, że w Polsce brakuje odpowiedniej reakcji instytucji w ramach walki z tym problemem. Polscy eksperci mówią o tym, że podczas pandemii handel narkotykami w internecie znacznie wzrósł. Epidemia izolacji społecznej oraz wzrost liczby użytkowników Telegramu stworzyły doskonałe warunki do rozwoju handlu substancjami psychoaktywnymi.

Ciekawym aspektem jest to, że zjawisko handlu narkotykami przez internet nie dotyczy tylko młodych osób, ale także dorosłych. Dilerzy na Telegramie często reklamują się poprzez kanały w serwisach społecznościowych, takich jak Instagram i Facebook. Warto również zauważyć, że wiele osób, które wcześniej nie miały styczności z narkotykami, dostrzega teraz łatwy dostęp i tę formę zakupu.

Jak zatem walczy się z tym niebezpiecznym zjawiskiem? Policja przyznaje, że zaledwie kilka odnotowanych przypadków dotyczy handlu narkotykami na Telegramie, co może sugerować brak efektywnej strategii w zwalczaniu tego problemu. Organy ścigania w Polsce właściwie nie prowadzą dedykowanych działań monitorujących ten rynek, podczas gdy służby w innych krajach zaczynają dostrzegać powagę sytuacji i podejmują konkretne kroki.

Z danych wynika, że liczba klientów i sprzedawców rośnie w zawrotnym tempie, dlatego kluczowe jest podjęcie działań na szerszą skalę. W przeciwnym razie, handel narkotykami w Polsce stanie się jeszcze bardziej zjawiskiem codziennym, a doświadczone przez ten problem rodziny, takie jak Anna, będą musiały się zmagać z jego negatywnymi skutkami.