Nasza córka jest uzależniona od narkotyków - „Państwo zmusza nas do płacenia pięciu tysięcy złotych miesięcznie”
2025-01-31
Autor: Katarzyna
Paweł: Ja i moja żona jesteśmy rodzicami córki, która zmaga się z uzależnieniem. Ma teraz prawie 28 lat i zaczęła brać narkotyki w wieku 13 lat. Obecnie opieka społeczna zapewnia jej miejsce, gdzie może żyć, i finansuje zakup narkotyków. Co gorsza, za to musimy płacić my, rodzice.
Kiedy widzieliście się ostatnio z córką?
Agnieszka: To było dwa lata temu.
Zaczęła brać narkotyki w podstawówce?
Paweł: Tak, gdy zaczęła gimnazjum, dostrzegliśmy, że zaczyna mieć problemy z rówieśnikami, którzy eksperymentowali z narkotykami. Dlatego szybko przenieśliśmy ją do innej szkoły i zmieniliśmy miejsce zamieszkania, aby ją chronić.
Czuliście, że mogą jej imponować osoby uzależnione?
Paweł: Tak, bardzo. Gdy tylko zauważyliśmy problem, natychmiast zareagowaliśmy. Zastanawiające jest, że dzieci z patologicznych rodzin mają większe szanse na wyjście z uzależnienia, ponieważ dostrzegają inną rzeczywistość na odwyku. My nie byliśmy patologiczną rodziną - była u nas miłość i wsparcie, co wydaje się, że nasza córka zbagatelizowała.
Agnieszka: Od zawsze mówiła nam, że to nie ona ma problem, tylko my.
Paweł: Po przeniesieniu do innej szkoły problem nie zniknął. Zaczęła eksperymentować z lekami, syropami na kaszel i innymi substancjami, aby się odurzyć. W końcu okazało się, że nie chodzi już tylko o narkotyki, ale także nawiązała znajomości powiązane z przestępczością.
Jak zareagowała szkoła?
Paweł: Żaden nauczyciel nie zauważył problemu, mimo że na początku to my im o tym powiedzieliśmy. Otrzymaliśmy wsparcie ze szkoły, dyrektorka była z nami w stałym kontakcie. Kiedy córka znikała ze szkoły, od razu dostawaliśmy telefon z pytaniem, gdzie jest.
Agnieszka: I to zawsze kończyło się wyjazdami w poszukiwaniu jej. Sytuacja była dramatyczna – kontaktowaliśmy się z jej znajomymi, szukaliśmy jej w różnych miejscach.
I co się działo, gdy ją znajdowaliście?
Paweł: Zazwyczaj nie miała żadnych konsekwencji prawnych za swoje czyny. Powtarzało się to w nieskończoność. Córka była sprytna, zdołała uniknąć jakiejkolwiek kary, co tylko wzmacniało jej poczucie bezkarności.
Agnieszka: Czułam się bezsilna, widząc jak się zmienia, jak staje się coraz bardziej agresywna, jak odwraca wszystko. Rozmawialiśmy z lekarzami, którzy twierdzili, że jeśli się nie zmieni, czeka ją tragiczny los.
W Polsce system opieki i wsparcia dla uzależnionych jest złożony.
Właściwie rodzice są bezsilni, gdy ich dziecko osiąga pełnoletność, a jedyny sposób na pomoc to ich własna deklaracja chęci do leczenia, co jest bardzo rzadkie. W naszej sytuacji walczyliśmy o pomoc dla córki na wszelkie możliwe sposoby.
Agnieszka: To dramatyczna rzeczywistość.
Przypadki takie jak nasza są coraz powszechniejsze, a państwo nie jest w stanie skutecznie reagować na problemy uzależnień wśród młodzieży. Często na leczenie nie ma funduszy, a to rodzice zmuszeni są do płacenia za pobyt dzieci w ośrodkach. My ponosimy koszty również w sytuacji, gdy nasza córka już nie przebywała w ośrodku od miesięcy.
Obecnie mamy informację, że zostaliśmy obciążeni płatnościami za jej pobyt, mimo że były to ukryte kary i dramatyczne decyzje systemowe. Przeżywamy prawdziwy koszmar, zastanawiając się każdy dzień, jak możemy jeszcze pomóc naszej córce.
Paweł: Jestem przekonany, że problem dotyczy wielu rodzin, ale nikt nie chce o tym mówić głośno. To smutne, że w naszym społeczeństwie tak mało się mówi o uzależnieniach, a my zostajemy sami z naszym bólem i bezsilnością.