"Nie damy rady!" - zaskakujące kulisy akcji ratunkowej strażaczki
2024-11-02
Autor: Andrzej
W okolicach Krakowa, na odcinku drogi między Liszkami a Kryspinowem, miała miejsce poważna kolizja. Samochód osobowy, prowadzony przez kobietę, która spieszyła się po dziecko do przedszkola, zjechał na przeciwny pas ruchu i uderzył w autobus miejski. Uderzenie okazało się bardzo silne, co doprowadziło do znacznych zniszczeń pojazdu osobowego, który po uderzeniu kilkukrotnie obrócił się na drodze.
Kiedy dotarliśmy na miejsce wypadku, zastałem już zastępy OSP, które zabezpieczały teren. Moja rola jako ratownika wymagała ode mnie dostania się do wnętrza pojazdu, gdzie znajdowała się zakleszczona kierowca. Choć była przytomna i w dobrym kontakcie, miała zakleszczone nogi i panikowała po nieudanej próbie ratowania jej przez OSP.
Ratownicy medyczni, którzy przybyli na miejsce, musieli zmierzyć się z wieloma trudnościami, aby podać jej znieczulenie, co zajęło kilka długich minut. W tym czasie prowadziłam rozmowę z poszkodowaną, która była matką przedszkolaka, tak jak ja. Wiedziałam, że jej lęk o dziecko tylko potęguje stres związany z sytuacją.
Podczas akcji uświadomiłam sobie, jak ważna jest różnorodność w zespole ratunkowym. Choć działaliśmy w dwójkę z moim kolegą, łatwiej było jej rozmawiać ze mną, co potwierdza, jak w emocjonalnych sytuacjach kobieca empatia może pomóc w udzielaniu wsparcia.
W trakcie akcji ratunkowej jak w każdej innej, czas jest kluczowy, jednak równie istotna jest komunikacja. Użycie odpowiedniego języka może zarówno budować nadzieję u poszkodowanego, jak i eliminować niepotrzebną panikę. Tylko wtedy, gdy jeden strażak zajmuje się osobą poszkodowaną, a drugi koncentruje się na technicznych aspektach ratowania, na przykład uwalnianiu z pojazdu, można przynieść efekty.
W sytuacji, której doświadczyliśmy, nie byliśmy w stanie przeprowadzić akcji w zgodzie z najlepszymi praktykami, przez co ewakuowanie kobiet z pojazdu stało się trudne. Udało nam się jednak zapewnić asystę emocjonalną. Ciekawe, że z perspektywy czasu mogę dostrzegać więcej możliwości usprawnienia procedur ratunkowych, korzystając z doświadczeń jakie przyniósł rozwój technik w ratownictwie.
Rafał Podlasiński, ekspert w dziedzinie ratownictwa, podkreśla, że każdy wypadek jest inny i nie ma jednego, idealnego rozwiązania. Posiadanie wielu technik oraz umiejętności adaptacyjnych w zespole to klucz do sukcesu, bo to, co się sprawdziło raz, może nie zadziałać w przyszłości. Taką elastyczność w myśleniu przyda się nie tylko w ratownictwie, ale także w codziennym życiu, przeżyciach rodzicielskich, czy w szeroko rozumianych relacjach międzyludzkich. Dobrze, gdy w obliczu trudnych sytuacji potrafimy zmieniać podejście i brać odpowiedzialność za drugiego człowieka.