Kraj

Rodzinna pieczarkarnia na krawędzi upadku! Przejmujące apela w sieci, ale uratowała ją... lokalna społeczność!

2025-10-05

Autor: Jan

Pieczarkarnia Kubiak z Borka Wielkopolskiego stanęła w obliczu tragedii. Ich długotrwały kontrahent, przetwórnia Okechamp, ogłosił upadłość, co postawiło firmę na skraju bankructwa. Chłodnia zapełniła się 18 tonami grzybów, a pytanie brzmiało: co dalej?

Dramatyczny apel na Facebooku!

4 października na lokalnej grupie Facebookowej pojawił się dramatyczny apel o pomoc. Rodzina Kubiaków prosiła o zamówienia i wsparcie w tym trudnym czasie, ujawniając swoją historię trzech pokoleń w walce o przetrwanie. Lajki i komentarze jednak nie wystarczyły, by rozwiązać problem.

"Znaleźliśmy nowego odbiorcę! Może lepiej, ale przynajmniej nie sprzedamy tego na kompost!" — mówi właścicielka pieczarni. "Dammy radę! Musimy przetrwać. Albo zamkniemy i wrócimy do pracy, ale nie chcemy mieć długów".

Udało się sprzedać cały zapas, a grzyby zamiast na straty, trafiły do klientów. "Czekamy teraz na przelewy i planujemy nowe zasiewy. Może przed świętami znów ruszymy z produkcją!"

Wspierajmy lokalnych producentów!

Właścicielka podkreśla, jak ważne jest wsparcie nie tylko od dużych kontrahentów, ale również zwykłych klientów. "Ludzie przychodzą po skrzynkę pieczarek, każdy zakup się liczy. Wspierajmy lokalną gospodarkę!" Apel do pizzerii, restauracji i mieszkańców również zyskuje na popularności.

Inne firmy w podobnej sytuacji!

Komentarze pod postem wskazują, że pieczarkarnia Kubiak to nie wyjątek. Internauci przywołują swoje historie: papryka sprzedawana po 60 gr za kg, śliwki pozostawiane w sadach, a pietruszka, której zbieranie nie opłaca się z powodu wysokich kosztów. A to tylko niektóre z tragicznych przykładów.

"Co się dzieje z tą gospodarką?" — pytają zdumieni internauci. "Dlaczego tak wiele jedzenia ląduje w błocie, zamiast na stołach?"

W ostatnim czasie coraz więcej takich dramatycznych apeli pojawia się w sieci, niestety z niewieloma rozwiązaniami. Na szczęście Kubiakowie szczęśliwie wyszli z opresji, ale co z innymi? Oby więcej lokalnych producentów mogło liczyć na pomoc!