Finanse

"Serce mi pękło". Buldożer zniszczył czteroletnią pracę w ogrodzie społecznym

2024-08-24

Autor: Agnieszka

"Jestem załamana. Przez cztery lata prowadziłam ogród społeczny. Miałam oficjalną zgodę na użytkowanie terenu od ZGN Śródmieście. Dzisiaj przyjechał buldożer i wszystko zrył. Nie dostałam żadnej informacji i nie miałam szans przekazać roślin innemu ogrodowi. Po prostu przyjechali i zniszczyli" - napisała pani Zuzanna na portalach społecznościowych w piątek.

W rozmowie z PAP wyjaśniła, że jej ogródek o wymiarach 2 na 4 metry powstał w miejscu nieużywanej piaskownicy, zarośniętej chwastami. Rosły tam głównie zioła, warzywa liściowe oraz pomidory i ogórki. - Jeszcze w czwartek jadłam sałatkę z rukoli, sałaty i bazylii z mojego ogródka - mówiła pani Zuzanna.

Choć rozumie, że prowadzone są prace rewitalizacyjne, uważa, że nie można w ten sposób niszczyć czyjejś pracy. - To była inicjatywa społeczna, wspólnie z sąsiadami pielęgnowaliśmy to miejsce. Włożyliśmy w to dużo serca, zaangażowania i pieniędzy. To był ważny element naszego podwórka - zaznaczyła.

Pani Zuzanna już rozmawiała z ZGN Śródmieście i dowiedziała się, że doszło do nieporozumienia, ponieważ wykonawca wszedł na teren inwestycji tydzień wcześniej, niż ustalono. Zażądała też rekompensaty w postaci wydzielenia innego terenu w pobliżu, gdzie mogłaby odtworzyć ogródek.

- Uważam, że zniszczenie tego, w co włożyliśmy swoją pracę, jest haniebne - stwierdziła warszawianka.

Zwróciła uwagę, że w przypadku rewitalizacji powinien być przygotowany projekt, a urzędnicy powinni przeprowadzać wizje lokalne. Widzieli ogródek społeczny, więc mogli tak zaprojektować rozbiórkę, by rośliny nie zostały zniszczone, ale wkomponowane w nowy projekt.

Kwiatowe rabaty również zostały zniszczone. "Serce mi pękło" - dodała pani Zuzanna, wskazując na jej wysiłki w założenie kwietników, gdzie posadziła rośliny ozdobne. - One pięknie urosły, miały już spory rozmiar. Można je było gdzieś przesadzić, a nie operator koparki zniszczył to wszystko.

Piątkowy incydent wywołał oburzenie wśród lokalnych mieszkańców, którzy również korzystali z produktu pracy pani Zuzanny. Nie tylko troszczyli się o wspólną przestrzeń, ale także regularnie spotykali się, aby wspólnie dbać o rośliny i cieszyć się ich owocami. Wiele osób wyraziło solidarność z panią Zuzanną, apelując o lepszą komunikację pomiędzy urzędnikami a mieszkańcami oraz o większe poszanowanie miejsc, które mają znaczenie dla lokalnej społeczności.

Do chwili publikacji artykułu nie udało się otrzymać komentarza od zespołu prasowego dzielnicy Śródmieście na temat tej sytuacji.