Sport

Szejkowie w Ekstraklasie? To szaleństwo, które zmienia polski futbol!

2025-01-31

Autor: Katarzyna

Kiedy Katarczycy przejęli PSG, termin "szejkowie" na stałe zagościł w świecie profesjonalnego futbolu. Po nich byli również właściciele Manchesteru City oraz Newcastle United, którzy wpłynęli na niespotykaną wcześniej dynamikę transferów i finansów w piłce nożnej. Dziś jednak sytuacja w Ekstraklasie, gdzie szejkowie zaczynają również inwestować, budzi ogromne kontrowersje.

Wraz z przybyciem szejków, piłkarski biznes uległ radykalnym przekształceniom, które zaskoczyły cały świat futbolu. Klubom nie liczy się już jedynie zysk, ale także prestiż oraz wpływy marketingowe. Pieniądze płyną rzeką, a kluby prześcigają się, kładąc na stół astronomiczne sumy za nowych graczy.

Jak widać, na Zachodzie szejkowie wpłynęli na rynek, wprowadzając zupełnie nowe zasady gry i zmieniając układ sił. W Polsce jednak sytuacja jest jeszcze bardziej skomplikowana. Szejkowie, chociaż nie mają na razie własnych klubów, mogą pomóc w tym, by polski futbol nabrał nowego blasku, o ile nie zostaną przytłoczeni przez długi.

Trwa jednak świetna zabawa w Gliwicach, gdzie klub Piast otrzymał blisko 14 mln zł pożyczki. W sumie, w sezonie 2023-2024 miasto zasila klub kwotą 26 mln zł. Czy Piast, z długiem sięgającym 47 mln zł, będzie w stanie przetrwać i spłacić swoje zobowiązania? Dla porównania, koszty wynagrodzeń w klubie w ubiegłym roku wyniosły 81% przychodów! Mieszkańcy Gliwic mają prawo się zastanawiać, czy inwestycje w klub nie są po prostu arcyzłą pułapką.

Warto wspomnieć, że Wrocław nie próżnuje – Śląsk Wrocław otrzymuje regularne dotacje, które pozwalają na utrzymanie klubu przy życiu, pomimo jego finansowych perturbacji. Od 2018 roku miasto przeznaczyło na klub około 110 mln zł! To pokazuje, jak wiele pieniędzy z podatków mieszkańców idzie na piłkę nożną, co wywołuje liczne kontrowersje.

Przykłady Zabrza, Niepołomic czy Lubina tylko potwierdzają, że dotacje miejskie dryfują w kierunku sportowych potęg, natomiast prywatne kluby skazane są na mizerię. Przychody z meczów są po prostu za małe, by móc konkurować na równi z klubami korzystającymi z miejskich funduszy.

Nie można zapominać o zadaniu, które stoi przed polskim futbolem – musi wyjść z cienia i postarać się o samodzielność finansową. W przeciwnym razie, stagnacja i dalsze plany szejków mogą jeszcze bardziej zmarginalizować Ekstraklasę, a polski futbol pozostanie w nieustannej walce o przetrwanie. Czas na zmiany w polskiej piłce nożnej, bo inaczej czeka nas zimny prysznic w najbliższej przyszłości!