To mogła być ostatnia umowa Obajtka w Orlenie. Ponad 25 milionów złotych na wyciągnięcie ręki!
2024-08-21
Autor: Michał
Firma S.K.I. (Skikonstruktioninstitut), działająca od 2001 roku, przez lata zyskała renomę jako producent nart do skakania. Jej fabryka mieściła się w malowniczej Turyngii, a od 2017 roku kluczowym sponsorem był portal fluege.de, który specjalizował się w sprzedaży biletów lotniczych. Jednak, w wyniku zmiany strategii, sponsor postanowił nie przedłużać umowy, zmuszając S.K.I. do znalezienia nowego partnera finansowego, który pomógłby im w promocji sprzętu skoków narciarskich.
W październiku 2023 roku pojawiła się możliwość, że Orlen Deutschland stanie się nowym sponsorem. Pola zainteresowanie firmy wynikało z jej obecnego sponsorowania Orlen Areny w Oberstdorfie oraz odważnej idei umieszczenia logo Orlen na nartach S.K.I. To mogło otworzyć drzwi do szerszej współpracy z polską kadrą skoków. Daniel Obajtek, ówczesny prezes Orlen, był entuzjastycznie nastawiony do pomysłu, zwłaszcza z myślą o zbliżających się igrzyskach olimpijskich.
Jednakże, po październikowych wyborach parlamentarnych w Polsce, sytuacja uległa dramatycznej zmianie. Zawirowania polityczne wpłynęły na kondycję rozmów, a S.K.I. szybko zrozumiało, że Orlen nie jest już zainteresowany ofertą. Na stole leżała kwota 1,5 miliona euro rocznie za umowę trwającą cztery sezony do 2029 roku, co mogło przynieść obustronne korzyści.
Ostatecznie, z braku porozumienia, S.K.I. zdecydowała się na kolejne poszukiwania partnerów, jednak żadna z opcji nie zakończyła się sukcesem. W międzyczasie w branży zaszły zmiany, które mogły wprowadzić jeszcze większe zamieszanie. Gromadząc nowego sponsora, S.K.I. nie tylko straciło fundamentalną szansę na survival, ale także nawiązanie współpracy z innymi znanymi markami.
Dla skoczków, upadek S.K.I. jest poważnym wyzwaniem. To nie tylko zmiana dostawcy sprzętu, ale także utrata zaufania i spokoju psychicznego przed zbliżającymi się zawodami. Producenci, tacy jak Fischer i BWT, zaczynają zyskiwać na znaczeniu, a mistrzowie, tacy jak Timi Zajc i Marius Lindvik, już przeszli na nowe narty.
Ciekawe, że S.K.I. nie była jedynym producentem, który mógłby mieć potencjalnych partnerów w Polsce. Zainteresowanie wzbudziła także firma 4F, ale brak pozytywnych sygnałów zakończył te negocjacje, nim się zaczęły. Dalsze działania S.K.I. mogą zniknąć z polskiej sceny sportowej na zawsze, a to byłoby istotne straty dla przyszłości niszowego rynku nart skokowych.
Co gorsza, sytuacja ta może wpłynąć na mniej znanych zawodników z niższej ligi, takich jak skoczkowie i kombinatorzy norwescy, którzy będą musieli zmagać się z poszukiwaniem nowego sprzętu przed zbliżającym się sezonem. Czołowi sportowcy znajdą nowych partnerów, ale co z resztą? To poważny sygnał dla całego środowiska sportowego, które stanie w obliczu braku pewności i stabilności.
Mówiąc krótko, obsługa sportowców skoków narciarskich stała się pilnym tematem do rozmów. Następne miesiące będą kluczowe dla rozwoju wydarzeń, a przyszłość wielu skoczków stoi pod znakiem zapytania.