Tragedia w Teksasie: Powódź zabiła 51 osób, w tym dzieci z obozu! Dramaturgia relacji Polki
2025-07-06
Autor: Ewa
Obraz tragedii, która rozegrała się w Teksasie, wciąż się klaruje. Akcja poszukiwawczo-ratunkowa trwa, a lokalne służby starają się odnaleźć co najmniej 27 zaginionych osób, w tym dziewczynki, które uczestniczyły w obozie Camp Mystic w hrabstwie Kerr. Niestety, uczestnicy tego obozu wśród ofiar śmiertelnych.
Sheriff hrabstwa Kerr, Larry Leitha, zapewnił mieszkańców, że zrobią wszystko, co w ich mocy, aby odnaleźć ostatnie ciało. Na Camp Mystic, który zmagał się z tragiczną sytuacją, przebywało 24 uczestników z Polski w ramach wymiany kulturowej Camp America – wszyscy są bezpieczni.
Obozowisko znajdowało się w malowniczej okolicy przy rzece Guadalupe, która w reakcji na intensywne deszcze gwałtownie wystąpiła z brzegów. W sumie na obozie przebywało około 750 osób, a część z nich została ewakuowana za pomocą helikopterów.
Burmistrz Kerrville, Joe Herring, określił noc, w której miała miejsce powódź, jako „nocą katastrofy”, gdy ludzie spali w swoich łóżkach, nieświadomi nadchodzącego zagrożenia.
Dramatyczne doświadczenia Polaków w obozie
Polscy uczestnicy obozu przebywają teraz w hotelach w Teksasie, gdzie próbują dojść do siebie po tym przerażającym doświadczeniu. Marcelina Pryga opowiada: "Wszystko zaczęło się normalnie. Wstałyśmy dopiero rano, kiedy zrozumiałyśmy, co się wydarzyło. To było jak zły sen...".
Olaf Sokal, inny uczestnik, relacjonuje: "Wcześniej tego samego dnia część zespołu miała wolne i wybrała się na wycieczkę do Austin. Gdy wracali, mieli problemy z samochodem, a ja zostałem poproszony o pomoc. Gdy dotarłem na obozowisko, deszcz już mocno padał".
Opowiadał, jak dotarli na miejsce po drugiej w nocy, a wszystko wyglądało normalnie. Woda w rzece, jak dodaje, potrafiła być wysoka, ale nigdy nie sądzili, że dojdzie do powodzi. Potem jednak zaczęły się problemy z prądem, a z siecią Wi-Fi.
Strach i ewakuacja
W nocy burza zaczęła budzić dzieci, a ekipa ratunkowa rozpoczęła ich ewakuację. Olaf relacjonuje, że o siódmej rano zespół przeszukiwał wszystkie domki, a warunki pogodowe uniemożliwiały przylot helikopterów.
Dopiero przed dziewiątą, gdy burza nieco osłabła, udało się zorganizować pierwsze transporty. Dzieci były ewakuowane w zabezpieczonym pojeździe, podczas gdy reszta personelu pozostała na miejscu.
Mimo ogromnych zniszczeń, żaden z Polaków nie ucierpiał. Olaf z rozpaczą mówi o zniszczeniach. Niektóre domki były zalane po dach, a ogromna część ośrodka została zniszczona, co jest tragiczne.
Wstrząsająca informacja dotarła jednak do uczestników – dyrektor obozu, Dick Eastland, zginął, próbując ratować dzieci. Cała społeczność Camp Mystic jest w szoku, a lokalne władze robią co w ich mocy, by pomóc tym, którzy wciąż trwają w poszukiwaniach zaginionych.
Ta tragedia w Teksasie na zawsze pozostanie w pamięci tych, którzy przeżyli, udowadniając, jak krucha może być granica między bezpieczeństwem a katastrofą.