W Radomiu wciąż bez wsparcia fanów. Już prawie 20 lat!
2025-02-27
Autor: Anna
Kibice Widzewa Łódź nadal czekają na możliwość normalnego wspierania swojej drużyny na wyjazdowym meczu w Radomiu. Niestety, ta sytuacja trwa już niemal dwie dekady, a w najbliższy piątek ponownie zabraknie ich na Stadionie im. Braci Czachorów.
Ostatni raz, kiedy "Czerwona Armia" mogła wziąć udział w meczu w Radomiu, miało to miejsce we wrześniu 2005 roku. W spotkaniu 7. kolejki ówczesnej II ligi (obecnie I liga) łodzianie wygrali 3:2, a dwie bramki zdobył Damian Świerblewski oraz jedną Bartłomiej Grzelek. W tamtym meczu na trybunach zasiadło około czterech tysięcy widzów, w tym trzystu sympatyków Widzewa. Nikt nie przypuszczał wtedy, że przez kolejne 20 lat nie będzie im dane powrócić do Radomia w normalnych okolicznościach.
Jedną z przyczyn tej sytuacji jest długi czas oczekiwania na kolejne starcie między tymi drużynami – aż trzynaście lat. W październiku 2008 roku RTS ponownie triumfował, jednak mecz zakończył się jedynie jednym golem, zdobytym przez Dario Kristo. Fani z Łodzi byli obecni w Radomiu, ale ze względów bezpieczeństwa nie mogli wejść na stadion. Całe spotkanie oglądali zza ogrodzenia, w liczbie 370 osób. Choć goście mieli teoretyczną możliwość zajęcia swojego sektora, ograniczona liczba biletów uniemożliwiła im fanowski doping.
Kolejna konfrontacja z „Warchołami” odbyła się w 2020 roku, ale tym razem w Pruszkowie, gdzie również liczba przybyłych kibiców była ograniczona. Mecz zakończył się wysoką porażką Widzewa 1:4, mimo że drużyna miała nawet prowadzenie na początku meczu. Dwa następne mecze między drużynami odbyły się ponownie w Radomiu, pierwszy raz od 1985 roku na poziomie Ekstraklasy. W pierwszym z tych meczów Radomiak wygrał 3:1, grając na stadionie Broni, gdzie nie przygotowano sektora dla gości. Natomiast w drugim meczu, który odbył się na nowym Obiekcie przy ul. Struga (wciąż w budowie), kibice Widzewa znów musieli obejrzeć spotkanie w telewizji.
Sytuacja ta trwa do dziś, a dla fanów Widzewa, nieobecność na stadionie Radomiaka to nie tylko brak wsparcia dla drużyny, ale również utrata wyjątkowych chwil, które mogą generować wspólne przeżywanie emocji wśród kibiców. Fani z Łodzi mają nadzieję, że sytuacja ulegnie zmianie i będą mogli wrócić do Radomia w normalnym reprzentacyjnym stylu, jednak co raz bardziej wydaje się to mało prawdopodobne.