Zabił swoją schorowaną żonę na jej własne życzenie. Po wyroku odebrał sobie życie
2025-02-09
Autor: Piotr
Marian R. nie potrafił ukryć swojego wzburzenia i frustracji, które narastały w nim przez dłuższy czas. Tego feralnego dnia doszło do kłótni z jego żoną, Krystyną F. Po awanturze, ku zdziwieniu mężczyzny, to ona miała błagać go o śmierć, co w jej odczuciu miało zakończyć jej cierpienia.
Prośba o śmierć
Słowa żony wywołały w Marianie R. ogromny amok. Mężczyzna sięgnął po kabel elektryczny i, według jego relacji w sądzie, obszedł żonę z tyłu, zaciskając kabel na jej szyi. Czas tej strasznej chwili opisuje jako 8-10 sekund, w których Krystyna F. miała prosić go o to, by skończył jej życie. Marian z refleksją powiedział, iż jego żona modliła się wówczas jedynie o śmierć.
Po dokonanym czynie napisał list pożegnalny i usiłował odebrać sobie życie. Najpierw myślał o powieszeniu, ale zabrakło mu odwagi. Zdecydował się na szaleńczy krok – wsiadł w auto i, pędząc przez miasto, celowo wjechał w filar Mostu Milenijnego. Auto zostało zniszczone, ale on przeżył ten tragiczny incydent i został aresztowany.
Oskarżenie o morderstwo
Prokuratura postawiła Marianowi R. zarzut zabójstwa, uznając, że działał „mając w stopniu znacznym ograniczoną zdolność rozpoznania znaczenia czynu oraz pokierowania swoim postępowaniem”. Sąd Okręgowy we Wrocławiu skazał go na sześć lat więzienia, biorąc pod uwagę jego sytuację rodzinną oraz osamotnienie w opiece nad chorą żoną. Sędzia zaznaczył, że konkretne okoliczności sprawy były niezwykle nietypowe i wymagały szczególnego podejścia.
Skazanie na tak łagodny wyrok wzbudziło kontrowersje. Adwokatka Mariana R. zapowiadała apelację, argumentując, że sytuacja była szczególna i wymagała nadzwyczajnego traktowania. Niestety, krótko po wyroku Marian R. postanowił zakończyć swoje cierpienie i popełnił samobójstwo, zostawiając za sobą tylko smutek i żal wśród bliskich.
Tragedia w rodzinie
Zarówno bliscy, jak i społeczeństwo są wstrząśnięte tą tragedią. Mariana R. pochowano blisko grobu jego żony, co tylko podkreśla smutek i beznadziejność tej sytuacji. Zdaje się, że nikt nie potrafił dostrzec rozpaczy ani potrzeb tego mężczyzny, który przyznał, że choroba żony i brak wsparcia przeszły jego ludzkie siły. To zdarzenie nie tylko zwraca uwagę na problem przemocy w rodzinie, ale także na wyzwania, przed którymi stają osoby opiekujące się chorymi bliskimi.
Jaka będzie lekcja z tej tragedii? Jak możemy pomóc tym, którzy znajdują się w podobnej sytuacji? Społeczeństwo powinno być czujne i reagować na potrzeby najbliższych, zanim będzie za późno.