Sport

Zasłużona porażka Widzewa Łódź z Lechem Poznań – Co poszło nie tak?

2025-02-03

Autor: Agnieszka

31 stycznia 2025 roku – data, na którą czekali wszyscy lokalni kibice Widzewa Łódź. W przeddzień meczu pojawiły się niepokojące informacje o kontuzjach najważniejszych zawodników, co znacząco wpłynęło na przygotowania drużyny. Ostateczny rezultat 1:4 był największą stratą w pojedynku, od kiedy Daniel Myśliwiec został trenerem Widzewa. Poniżej analiza przyczyn tej druzgocącej porażki.

Problemy kadrowe

Widzew wyszedł na mecz z Lechem Poznań w eksperymentalnym ustawieniu 5-3-2, ponieważ drużyna zmagała się z brakiem nominalnych obrońców. Daniel Myśliwiec postanowił przesunąć Pawła Kwiatkowskiego na prawego obrońcę, co okazało się błędem. Niedobór gruntownego doświadczenia w obronie wpłynął na chaos na boisku.

Dodatkowo, Kamil Cybulski był nieobecny z powodu kontuzji, a Hilary Gong miał problemy zdrowotne. To zmuszało trenera do przesunięcia Jakuba Sypka do defensywy, co ograniczyło opcje w ataku. Ostatecznie Widzew zagrał bez żadnych nominalnych skrzydłowych.

Problemy taktyczne

Już na początku spotkania Widzew zmagał się z brakiem jasnej strategii obronnej. Lekceważące podejście do presji rywala pozwoliło Lechowi przeprowadzać szybkie kontry. Dobre zgranie Lecha, zwłaszcza w osobie Afonso Sousy, wyprowadzało Widzew z równowagi.

Defensywni zawodnicy Widzewa często zostawiali wielkie przestrzenie dla kreatywnych graczy Lecha, co kończyło się fatalnie dla łódzkiej drużyny. Duża nieefektywność w obronie sprawiła, że Widzew nie był w stanie zatrzymać ofensywy rywala, co bezpośrednio przyczyniło się do utraty bramek.

Brak finalizacji

Pomimo kilku obiecujących sytuacji, Widzew nie potrafił zamienić stworzonej przewagi na bramki. Zmiany w składzie na drugą część meczu przyniosły niewielką poprawę, lecz nadal dominowała chaotyczna gra. Jakub Łukowski nie potrafił wykorzystać dobrego podania, a inne próby były niedokładne. Ich starania zdołał ocalić tylko Daniel Hakans, który stwarzał zagrożenie z każdą akcją.

Co więcej, nie był to dzień Rafała Gikiewicza, który nie ustrzegł się kilku błędów przy zejściu do obrony. Po stracie gola Widzew zdołał jedynie zdobyć honorową bramkę, co w ogólnym rozrachunku potwierdza ścisły nadzór Lecha.

Podsumowanie

Klęska Widzewa w meczu z Lechem stała się bolesną lekcją. Na przyszłość drużyna musi być lepiej przygotowana pod kątem zgrywania, aby nie polegać na zastępczych rozwiązaniach. Widzew Łódź zmierzy się w następnym meczu z Cracovią 9 lutego – wszystko musi być lepiej przemyślane, aby przerwać serię porażek i wrócić na zwycięski szlak. W przeciwnym razie kibice mogą obawiać się dalszych problemów w lidze.