Znowu postoimy na granicy. Czy to początek większych problemów?
2024-10-12
Autor: Jan
Ostatnie dni spędziłem w Berlinie, rozmawiając z politykami zarówno z rządzącej koalicji, jak i z opozycji. Wszyscy jednomyślnie zauważają, że decyzja Berlina o wprowadzeniu kontroli na granicach lądowych jest w dużej mierze podyktowana nadchodzącymi wyborami parlamentarnymi w Niemczech, które zaplanowane są na przyszły rok. Kampania wyborcza już się rozpoczęła, a polityka imigracyjna staje się jednym z kluczowych tematów. Olaf Scholz i jego Socjaldemokratyczna Partia SPD są znacząco osłabione, podczas gdy CDU/CSU zachowuje się tak, jakby już wygrała wybory.
Obie partie zdają sobie sprawę, że to niewłaściwa polityka imigracyjna oraz jej niepowodzenie w Niemczech dostarczają argumentów skrajnej prawicy i lewicy, która rośnie w siłę. Dlatego niemieccy politycy znaleźli prosty i niestety wiarygodny argument dla wprowadzenia kontroli granicznej — Niemcy nie mają własnych granic lądowych na zewnętrznych granicach UE. Niemal wszyscy nielegalni imigranci, którzy przybywają do Niemiec, wcześniej przebywali w innych krajach członkowskich UE, w tym w Polsce.
Warto podkreślić, że polscy politycy sami dali niemieckim władzom pretekst do nałożenia dodatkowych ograniczeń — nasza sprawa związana z wizami pokazuje, że nie poświęcamy wystarczających sił na ochronę granic, ponieważ wiemy, że większość imigrantów, którzy dostaną się do Polski, i tak przemieści się dalej, głównie do Niemiec. Dodatkowo, korupcyjny charakter tej sprawy dodatkowo obniża reputację Polski jako stróża granic UE. Co to oznacza dla naszych relacji z Niemcami? Czy wprowadzenie kontroli granicznych to pierwszy krok do bardziej zaostrzonych przepisów w całej UE? Pozostaje nam jedynie obserwować dalszy rozwój sytuacji.