Aleksandra Koncewicz: Dlaczego odmówiła Romanowi Polańskiemu? Zaskakujące wyznanie na łożu śmierci!
2024-09-02
Autor: Agnieszka
Aleksandra Koncewicz, znana polska aktorka, nigdy nie ukrywała swojej miłości do teatru, który uważała za centrum swojego życia zawodowego. W jednym z ostatnich wywiadów stwierdziła: "Teatr dał mi spełnienie, film i telewizja proponowały jedynie epizody".
Kiedy miała 21 lat, zadebiutowała na deskach Teatru Ziemi Pomorskiej w Bydgoszczy rolą Hesi w "Moralności pani Dulskiej". Ten występ otworzył jej drzwi do świata aktorstwa, co pozwoliło jej przystąpić do eksternistycznego egzaminu aktorskiego, który zdała bez problemu. Aleksandra doskonale wiedziała, że poświęci swoje życie pracy w teatrze.
W latach 50. XX wieku, będąc gwiazdą Teatru Dramatycznego w Poznaniu, miała niepowtarzalną okazję uczestniczyć w projekcie Roman Polańskiego. Pewnego wieczoru po spektaklu "Dom lalki", Polański zaprosił ją na przesłuchanie do swojego debiutanckiego filmu "Noż w wodzie". Miał w planach stworzyć film o silnej, aktywnej bohaterce, a Koncewicz świetnie sprawdzała się w sportach, co czyniło ją idealną kandydatką.
Jednakże Aleksandra miała przed sobą ważny wybór: dołączyć do Polańskiego w filmie, czy zagrać Klarysę w "Fircyku w zalotach" oraz tytułową Ondynę w sztuce Jeana Giraudoux. Podjęła decyzję - wybrała teatr, co dla wielu mogło być zaskoczeniem, zwłaszcza że Polański później zdobył Oscara za ten film.
Aktorka przyznaje, że bała się debiutu w filmie, zwłaszcza obawiając się, że mogłaby nie sprostać oczekiwaniom. Po odmowie udziału w "Nożu w wodzie", Koncewicz czekała aż 15 lat na swoją pierwszą rolę filmową. Niezbyt znacząca rola, jaką zagrała w "Zielone - minione..." w 1976 roku, nie przyniosła jej uznania. Jej późniejsze występy w produkcjach telewizyjnych, takich jak "07 zgłoś się" czy "Doktor Murk", także nie były zbytnio doceniane.
Mimo tych niepowodzeń w świecie filmu, Koncewicz odniosła sukces w teatrze. Spektakle z jej udziałem przyciągały uwagę widzów z całej Polski, a na jej występy ustawiano długie kolejki. Po przeprowadzce do Warszawy, grała w różnych teatrach, szczególnie wyróżniając się w Teatrze na Targówku. Jej talent zostawał w pamięci widzów, a dzięki dubbingowi, jej głos był rozpoznawany w wielu popularnych produkcjach, jak "Smerfy" czy "Ja, Klaudiusz".
W sercach telewidzów pozostanie jednak przede wszystkim jako pani Maria z "Plebanii". Mimo że odrzuciła wielką szansę, pod koniec życia nie żałowała podjętej decyzji. "Jestem dumna z ról, które zagrałam, nie żałuję tych, których nie dane mi było zagrać" - wyznała w ostatnim wywiadzie, podkreślając, że teatr był jej prawdziwą pasją i spełnieniem.