Świat

Blamaż Viktora Orbana w Moskwie. "Dostał czarną polewkę. Putin przywołał go do porządku"

2024-07-11

Autor: Piotr

1 lipca 2024 r. Węgry objęły prezydencję w Unii Europejskiej. Wielu miało nadzieję, że poprawi to relacje Budapeszt-Bruksela. Niestety, pierwsze tygodnie prezydentury Viktora Orbana rozwiały te oczekiwania. W niespodziewanym ruchu, w pierwszym tygodniu urzędowania, Orban odwiedził Kijów, a następnie udał się do Moskwy na spotkanie z Władimirem Putinem, co wywołało międzynarodową konsternację. Po Rosji, Orban poleciał do Chin, co spotkało się z ostrą krytyką zachodnich przywódców. Podkreślali oni, że „On nas nie reprezentuje!”.

O to, co próbuje osiągnąć węgierski prezydent,

"Fakt" zapytał prof. Bogdana Góralczyka, politologa i dyplomatę, który przez lata pracował w ambasadzie na Węgrzech.

— Orban kieruje się wewnętrzną kalkulacją polityczną. W pierwszej połowie tego roku pojawiła mu się autentyczna opozycja w postaci Petera Magyara. Początkowo Orban go zignorował, ale po niepokojących dla niego wynikach wyborów europejskich na Węgrzech, zrozumiał, że ma poważną opozycję — mówi prof. Góralczyk.

— Orban wykorzystuje prezydencję Węgier w Unii Europejskiej do swoich celów politycznych. Zaczął od wizyty na Ukrainie, co było jego pierwszym takim ruchem od początku wojny. Następnie poleciał do Moskwy, gdzie miał spotkanie ze starym przyjacielem Władimirem Putinem, a potem do Chin. W ten sposób próbował kreować się na "misjonarza pokoju" — twierdzi ekspert.

Nikt nie spodziewał się takiego posunięcia Orbana, podobnie jak pisma, które wysłał europejskim przywódcom, opisując swoją wizytę i nawołując do pokoju. Próbował wystawić się na rolę brokera pokoju między Rosją a Ukrainą, choć sam nie jest do tego przekonany. Prof. Góralczyk sugeruje, że Orban wierzy jedynie, że Rosja nie zostanie pokonana w tej wojnie. Tak powiedział dziennikarzowi "Die Welt" na pokładzie samolotu wracającego z Moskwy.

Wizyta w Moskwie nie poszła jednak po myśli Orbana. — Na Kremlu zaserwowano mu dosłownie czarną polewkę. Putin odpowiedział mu, że to nie Węgry będą dyktować warunki zawieszenia broni, ale decyzja zależy od władz rosyjskich i ewentualnie Kijowa. Mówiąc wprost, Putin przywołał go do porządku — wyjaśnia dyplomata.

Orbana ciągnie do Moskwy i Pekinu ze względu na interesy gospodarcze. — Na Węgrzech buduje się dwie fabryki chińskich samochodów elektrycznych, podczas gdy Komisja Europejska zapowiedziała wprowadzenie dodatkowych ceł na te pojazdy. To sprawi, że utrzymanie jedności europejskiej będzie bardzo trudne — mówi ekspert.

Europejscy przywódcy podkreślają: „Orban nas nie reprezentuje!”.

W kontekście coraz bardziej kontrowersyjnych ruchów Orbana, atmosfera wśród państw Unii Europejskiej staje się coraz bardziej napięta. Pojawiają się głosy, by Polska podjęła działania na rzecz skrócenia węgierskiej prezydencji i wcześniejszego objęcia jej przez Polskę. Kogo więc reprezentuje Orban

?— Przede wszystkim siebie. Po drugie, Wielkie Węgry, bo jest graczem zdecydowanie większym niż potencjał jego państwa. Tu odwiedza Putina, tam zaprasza Donalda Trumpa na planowany szczyt unijny w Budapeszcie... To gracz najwyższej światowej klasy, tak to będzie sprzedawane w węgierskich mediach, które są mu całkowicie podporządkowane. W Parlamencie Europejskim udało mu się utworzyć eurosceptyczną frakcję patriotów, którzy chcieliby rozsadzić wspólnotę od środka — mówi prof. Góralczyk.

Dodatkowo, Orban implementuje strategię otwarcia na Wschód, skutecznie współpracując z Chinami. — Oprócz fabryk samochodów elektrycznych, w Europie powstaje największa fabryka akumulatorów do tych pojazdów. Podczas gdy Orban był w Pekinie, szef firmy CATL, producenta akumulatorów, był w Budapeszcie. Chińska firma przeznaczyła na tę inwestycję 7,3 miliarda dolarów — wyjaśnia ekspert.

Orbanowi zależy na współpracy z Chinami, bo Europa nie wie, co z nim zrobić. Z polskiej inicjatywy zapadła decyzja, by powstrzymać jego działania.

— Sytuacja jest bezprecedensowa. Orban dotąd był Czarnym Piotrusiem Unii Europejskiej, ale ostatnio coraz mniej mu uchodzi. Węgry są jedynym krajem członkowskim UE, który nie ma środków z KPO i raczej ich nie dostanie. Dlatego tak ostro gra z Chińczykami, by mieć środki z innych źródeł — dodaje prof. Góralczyk.

Źródło: Fakt