Justyna Steczkowska: Miałam kryzys w poszukiwaniu siebie w muzyce
2024-10-15
Autor: Piotr
Justyna Steczkowska, jedna z najwybitniejszych polskich artystek, od lat zachwyca swoimi występami oraz unikalnym talentem muzycznym. Obecnie możemy ją oglądać na ekranach Polsatu, gdzie pełni rolę jurorki w popularnym programie "Twoja twarz brzmi znajomo". Z tej okazji postanowiliśmy porozmawiać z nią o nowym wyzwaniu w jej karierze oraz o momentach, które ukształtowały ją jako artystkę.
Pani Justyno, jak się pani czuje w roli jurorki w programie "Twoja twarz brzmi znajomo"? Jakie są największe wyzwania związane z oceniwaniem występów uczestników?
- Dla mnie osobiście nic nie jest trudne w tej roli, ponieważ po prostu oceniam występy (śmiech). Natomiast dla uczestników to ogromne wyzwanie. Nie wyobrażam sobie, że brałabym udział w takim programie jako uczestniczka. Muszą oni przechodzić przez intensywne charakteryzacje i śpiewać w różnych językach, co jest dla mnie absolutnie nieosiągalne. Podziwiam ich za dużą odwagę!
Czuję, że jest pani "dobrym gliną" w zespole jurorów, zawsze oferując ciepłe słowa i konstruktywną krytykę.
- Staram się być wsparciem dla uczestników, ponieważ uważam, że szczerość jest kluczowa w tym biznesie. Długotrwały sukces wymaga ciężkiej pracy i szacunku dla publiczności. Choć niektórzy osiągają sławę z dnia na dzień, to prawdziwe osiągnięcia wymagają czasu i wysiłku.
Minęło już 30 lat, odkąd rozpoczęła pani swoją muzyczną karierę. Czy czuje się pani spełniona w tej dziedzinie?
- Nie, jestem wciąż w drodze do osiągnięcia swoich marzeń. Świat muzyczny nieustannie się zmienia, więc zawsze istnieje coś nowego do odkrycia. Z każdej lekcji życia staram się czerpać wiedzę i ewoluować jako artystka.
Jak ważny jest aspekt mentalny w branży muzycznej?
- Bardzo ważny. Mentalność w tym biznesie ma ogromny wpływ na każdy aspekt życia. Właściwe podejście do samego siebie i umiejętność odróżniania pewności siebie od pychy są kluczowe. Staram się dawać światu dobrych rzeczy każdego dnia.
Czy przez te wszystkie lata zdarzyły się pani trudne chwile?
- Tak, miewałam trudne momenty zarówno w życiu osobistym, jak i zawodowym. Dzięki wsparciu moich fanów i bliskich miałam siłę, by walczyć o siebie. Zmiana zawsze zaczyna się od nas samych.
Wydaje się, że wielu artystów doświadcza kryzysów twórczych. Jak to wyglądało w pani przypadku?
- Muzyka zawsze była moim lekarstwem. Kryzys twórczy mnie nie dotknął, ale rzeczywiście miałam kryzys poszukiwania siebie w muzyce. W tym dynamicznie zmieniającym się świecie musiałam znaleźć nową drogę, która pozostałaby wierna moim wartościom. Z tego procesu powstał utwór "WITCH Tarohoro", a w listopadzie wydam nową płytę, która już teraz brzmi fantastycznie w systemie Dolby Atmos 7.1.
Pani pierwsze płyty, "Dziewczyna szamana" i "Naga", były produkowane przez Grzegorza Ciechowskiego. Jak współpraca z nim wpłynęła na pani karierę?
- Grzegorz był niezwykle utalentowanym producentem i miał ogromny wpływ na moje początki. Nie tylko wprowadził mnie w świat show-biznesu, ale także pomagał mi rozwijać się jako artystka. Dzięki niemu zrozumiałam, jak ważne jest posiadanie dobrego zespołu.
Pani utwór "Moja i twoja nadzieja" ponownie zdobył popularność. Jak ocenia pani nową wersję?
- Cieszę się, że utwór został przypomniany i że artyści nie boją się angażować w projekty charytatywne. Udział w takich akcjach jest dla mnie bardzo ważny, ponieważ wierzę w moc muzyki.
Człowiek to nie tylko artysta – to doskonałe podsumowanie naszej rozmowy.