Kraj

Matka i jej córki nagle zniknęły. Po niemal roku odkryli zbiorową mogiłę. Prawda okazuje się przerażająca

2025-02-14

Autor: Magdalena

W sprawie tragicznego zniknięcia Beaty i jej córek z miejscowości Chłopy, jeden z pierwszych, który twierdził, że rodzina nie żyje, był detektyw Krzysztof Rutkowski. W 2004 roku, w rozmowie z prasą, mówił, że morderstwo miało zostać zlecone, a ofiarą miała być tylko matka. Szybko okazało się, że ta tragiczna sprawa miała znacznie bardziej dramatyczny przebieg, niż ktokolwiek podejrzewał.

Odkrycie zbiorowej mogiły miało miejsce w marcu 2004 roku, kiedy to policjanci, wspierani przez wyszkolonego psa, przeszukiwali teren blisko domu Beaty. Zwierzę zaczęło kopać w glebie przy topolach, a kilkadziesiąt centymetrów głębiej odkryto ludzkie szczątki. Okazało się, że to Beata i jej córki, które zginęły tragicznie.

Według prokuratury, do zbrodni doszło w nocy z 17 na 18 lipca 2003 roku. Beata została zwabiona do kotłowni, gdzie ją zabito. Obie dziewczynki, Bianka i Laura, również stały się ofiarami, zostając uduszone przez sprawców.

Trzech mężczyzn zostało aresztowanych w tej sprawie: Leszek, mąż Beaty, Rafał K., zarządca gospodarstwa, oraz Andrzej J., handlowiec. Leszek był podejrzewany o to, że namówił Rafała i Andrzeja do popełnienia morderstwa, lecz miał alibi. Policja szybko odkryła, że bez jego udziału niemożliwe było udowodnienie winy.

Ostatecznie ustalono, że to Rafał J. i Andrzej J. byli sprawcami zbrodni. Ich motywacją było przejęcie majątku Beaty, który po jej śmierci miały odziedziczyć córki. Wartość gospodarstwa szacowano na około 600 tys. złotych.

W wyniku śledztwa wyszło na jaw, że Rafał znajdował się w bliskich relacjach z Beata, co zaskoczyło i wprawiło w osłupienie opinie publiczną. Po dokonaniu zbrodni, sprawcy postanowili zabić również najmłodszą córkę, aby nie pozostawić świadków.

Na początku prokuratura przyjął motyw rabunkowy – Beata posiadała znaczny majątek, m.in. gotówkę i wartościowe przedmioty. Sąd ostatecznie skazał Rafała i Andrzeja na dożywocie; tylko Andrzejowi udało się uzyskać złagodzenie kary do 25 lat, gdyż sąd uznał, że jedynie pomagał w dokonaniu przestępstwa.

Tragedia ta wstrząsnęła regionem Pomorza, pokazując jak niewiele potrzeba, by pojedynczy moment przyczynił się do tak mrocznej historii. Leszek, mąż Beaty, wspominał, że nigdy nie zapomni tej strasznej nocy i tragedii, jaką przeżył. Słowa te składają się na przerażającą opowieść o zbrodni, zdradzie i okrucieństwie, które dotknęły niewinnych ludzi. Wspomnienia o jego żonie i córkach będą towarzyszyć mu do końca życia.