Kraj

Rodzina Pani Doroty otworzyła drzwi i serca dla setek uchodźców z Ukrainy. Ich historia to inspiracja!

2025-02-23

Autor: Jan

Pani Dorota Barańska, już od trzech lat, nieustannie angażuje się w pomoc uchodźcom z Ukrainy. "Wielu z nich po prostu nie ma do czego wracać. Nasz kraj staje się dla nich 'ich krajem'" — mówi z pasją. Choć sytuacja uchodźców w Polsce się zmienia, wciąż są osoby, którym można pomóc. "Z miesiąca na miesiąc coraz więcej z nich staje na nogi, jednak zryw Polaków dotyczący pomocy powoli słabnie" — dodaje.

Pani Dorota dostrzega, że w Polsce zmieniają się nastroje. Spotkała się z wieloma nieprzyjemnościami, w tym z brakiem tolerancji dla osób mówiących po ukraińsku. "Jeśli ktoś nie akceptuje drugiego człowieka, to nie jest mój problem" — podkreśla.

Przyznaje, że ktoś może oburzać się, gdy widzi ukraińskie uchodźczynie uśmiechające się czy dbające o swój wygląd. Ale przecież to normalne, że człowiek w trudnych czasach chce wyglądać i czuć się dobrze.

Rodzina Pani Doroty zawsze angażowała się w akcje dobroczynne, a teraz przyjęła pod swój dach uchodźców. "Nasza rodzina się powiększyła" — mówi. Przez te trzy lata nie zabrakło emocji. Największym wyzwaniem były chwile smutku, gdy uchodźcy dowiadywali się o tragicznych wydarzeniach w swoich rodzinach.

Pomimo trudności, pani Dorota czuje, że wiele chwil było radosnych, a jej rodzina, chociaż w powiększonym składzie, stworzyła atmosferę ciepła i wsparcia. "To niesamowite uczucie, gdy widzisz uśmiech na twarzach osób, które uciekły przed wojną" — mówi.

Wiele osób, które opuściły Wałbrzych, utrzymuje z nią kontakt, co pokazuje, jak silne stały się te więzi. Pani Dorota przez niemal pół roku była rodziną zastępczą dla siódemki dzieci, co przyniosło jej wiele satysfakcji.

Na pytanie, czy coś by zmieniła w swoim działaniu, odpowiada z pełnym przekonaniem, że nie. Władzom i ośrodkom pomocy udało się zorganizować różne wsparcia, nawet kiedy nie było jeszcze wytycznych. Już w połowie marca zorganizowała pierwszą giełdę pracy dla uchodźców.

Pani Dorota podkreśla, że bardzo ważne jest znalezienie równowagi między pomoc dla potrzebujących a zjawiskami turystycznymi, które niestety czasem mogą budzić nieufność wśród społeczeństwa. "90% osób, które do nas trafiły, naprawdę potrzebowały tej pomocy" — dodaje.

Inspirująca historia pani Doroty pokazuje, że są jeszcze ludzie, którzy potrafią otworzyć swoje serca i domy dla innych, niezależnie od narodowości. Wspólna modlitwa oraz nauka przetrwania w trudnych czasach jednoczyły różne społeczności, pokazując siłę solidarności i empatii. Jakie są przyszłe działania? Pani Dorota jest pełna planów, ale jak przyznaje, na razie chce skupić się na pomocy tym, którzy jej najbardziej potrzebują.