Szokująca Historia „Mordercy z Ogłoszenia”, Która Wstrząsnęła Polską – Jak Chytrość Doprowadziła do Upadku Zbrodniarza
2024-07-27
Autor: Tomasz
W lutym 2013 roku w warszawskiej Sadybie doszło do brutalnej zbrodni, której ofiarą padł emerytowany lekarz, Jerzy O. Mężczyzna został zasztyletowany we własnym domu, który wystawił na sprzedaż. Jak się później okazało, była to tylko jedna z wielu zbrodni, jakie miał na sumieniu „Morderca z ogłoszenia”.
Śledczy szybko połączyli tę sprawę z kolejnym morderstwem, do którego doszło pół roku później na Ursynowie. Ofiarą była 63-letnia Elżbieta S., która również wystawiła swój dom na wynajem. Podobieństwo obu przypadków było uderzające i nie pozostawiało wątpliwości: Warszawa miała do czynienia z seryjnym mordercą.
Morderca swój misterny plan realizował starannie. Przeszukiwał gazety w poszukiwaniu ofert sprzedaży lub wynajmu nieruchomości. Zainteresowany domami położonymi w ustronnych miejscach, z daleka od kamer monitoringu, umawiał się na pierwsze spotkanie, by zdobyć zaufanie swoich ofiar. Był elokwentny, schludnie ubrany i pachniał drogimi perfumami, co sprawiało, że ofiary myślały, że mają do czynienia z wiarygodnym kupcem. Dopiero na drugim spotkaniu ujawniał swoje prawdziwe intencje.
Policja, zaniepokojona możliwością kolejnych zbrodni, rozpoczęła intensywne poszukiwania. W akcję zaangażowano nawet fikcyjne ogłoszenia o sprzedaży nieruchomości, aby zwabić mordercę w pułapkę. Kluczowym tropem okazał się być telefon, którego morderca używał do kontaktu z ofiarami. Choć zmieniał karty SIM, nie pozbył się samego urządzenia, co ostatecznie doprowadziło do jego namierzenia.
Po kilku miesiącach morderca włączył telefon ponownie. Andrzej Kawczyński, były szef wydziału terroru kryminalnego i zabójstw, stwierdził, że chytrość zgubiła zabójcę, ponieważ dzięki jego telefonowi udało się go znaleźć. „Nie wiem, czy nie doczekalibyśmy się na trzecią ofiarę. Dobrze, że go [telefonu – red.] nie wyrzucił,” powiedział Kawczyński.
Szybko zatrzymano podejrzanego Jerzego B., bezrobotnego 50-latka, który nie był wcześniej karany. Pomimo dowodów DNA znalezionych na miejscu zbrodni oraz telefonów, Jerzy B. twierdził, że jest niewinny. „Nie jestem mordercą. To pomyłka,” mówił podczas procesu. Sądy jednak nie miały wątpliwości i po ośmiu rozprawach skazały go na dożywocie. Jerzy B. musiał również zapłacić 100 tys. zł odszkodowania żonie jednej z ofiar oraz pokryć koszty procesu w wysokości 192 tys. zł.
Eksperci kryminologii, tacy jak Paweł Moczydłowski i Jan Gołębiowski, nie mieli wątpliwości, że morderca miał potencjał na kolejne zbrodnie. „Mamy do czynienia z chorą osobą, która w mordowaniu odnajduje satysfakcję,” stwierdził Moczydłowski. „Nie chodzi o liczbę ofiar, ale o zamiar i pewien potencjał,” dodał Gołębiowski.
Warszawa odetchnęła z ulgą, gdy „Morderca z ogłoszenia” został ostatecznie schwytany i skazany, ale trauma po tych wydarzeniach pozostanie na długo w pamięci mieszkańców stolicy.