"To jest katastrofa". Jego pierwszy trener zginął od rosyjskiej rakiety
2025-02-01
Autor: Magdalena
Bohdan Wjunnyk, ukraiński napastnik, który podpisał kontrakt z Lechią Gdańsk 6 marca, opowiada o dramatycznych przeżyciach związanych z wojną na Ukrainie. Choć jego przygoda z Lechią zaczęła się w I lidze, zadebiutował dopiero 19 lipca w PKO Ekstraklasie. W obecnej chwili jest najlepszym strzelcem zespołu, aczkolwiek cztery zdobyte bramki nie robią dużego wrażenia.
W rozmowie z WP SportoweFakty Wjunnyk zdradza, że jeszcze nigdy nie doświadczył tak licznych problemów finansowo-organizacyjnych, jakie napotyka w Gdańsku. Jednak najważniejszą częścią jego opowieści jest tragiczna śmierć jego pierwszego trenera, który zginął od rosyjskiej rakiety podczas treningu z dziećmi. Gdy rozległ się alarm bombowy, nakazał dzieciom udać się do schronu, a sam próbował posprzątać po treningu. Nie zdążył powrócić do schronu i wówczas rakieta spadła w jego pobliżu. "To był dla mnie cios i najgorsze, co mogło się wydarzyć. Dom będziesz mógł odbudować, ale życia nie zwrócisz" powiedział Wjunnyk.
W kontekście sytuacji w zespole Wjunnyk zauważa, że pomimo trudności, któremu przychodzi stawić czoła, zespół stara się skupić na grze. "Musimy skupić się na piłce, ale wiadomo, że te wydarzenia w kraju nie pozwalają zapomnieć o realiach". Dodał, że jego rodzice i najbliżsi przyjaciele nadal mieszkają w Charkowie, w mieście, które jest codziennie narażone na ataki.
Młody napastnik przyznaje, że bardzo trudno jest mu obserwować ruiny swojego miasta: "Dzielnica, w której się wychowałem, jest całkowicie zrujnowana. To przykre i nie do zniesienia. Wszyscy jesteśmy tym zmęczeni".
Na zakończenie Wjunnyk wyraził marzenie, by kiedyś zagrać w AC Milan, klubie, któremu kibicował od dziecka. Odpowiedział również na pytanie o przyszłość swojego zespołu, mówiąc, że wierzy w możliwość utrzymania się w ekstraklasie. "Trzeba tylko zdobywać punkty, a wszystko wkrótce może się zmienić".