Warszawscy urzędnicy pojechali do Niemiec po drzewa. Czy to rzeczywiście konieczne?
2024-10-31
Autor: Tomasz
"Już w tym roku posadzimy na placu Centralnym połowę z ponad stu drzew przewidzianych w projekcie. To starannie dobrane egzemplarze z aż ośmiu różnych gatunków, które wybraliśmy osobiście podczas wizyty w szkółce w Brandenburgii" – poinformował stołeczny Zarząd Dróg Miejskich.
To istotny krok w kierunku poprawy jakości życia w stolicy. Wybór odpowiednich egzemplarzy drzew jest kluczowy dla ich zdrowia i przystosowania do miejskich warunków. Wizyta w szkółce przypomina zakupy w supermarkecie na świeżym powietrzu, gdzie specjaliści od zieleni skrupulatnie oceniają parametry drzew. Dzięki temu na inwestycje ZDM trafiają tylko okazy o pożądanych właściwościach, co przyczynia się do ich lepszego przyjęcia i szybszego wzrostu w miejskim otoczeniu.
Wśród wybranych drzew znajduje się 30-letni buk – imponujący okaz, który zapewni cień w upalne dni. Zdecydowaliśmy się również na kilkunastoletnie modrzewie europejskie, które jesienią zyskują piękny, złocisty kolor. Te modrzewie, które zostaną posadzone na placu, osiągają już wysokość od 9 do 11 metrów. Urzędnicy z Warszawy wybrali także klon, który jest odporny na zanieczyszczenie powietrza i susze, a jesienią przybiera intensywne barwy.
Nie zabraknie również dereń, który mało wymaga pielęgnacji oraz jasionów, odpornych na wiatry i mrozy. Miłośnicy przyrody mogą być zatem pewni, że nowa zieleń na placu Centralnym dostarczy nie tylko estetyki, ale także funkcjonalności ekologicznej.
Podróż urzędników do Niemiec wywołała jednak kontrowersje. Czy naprawdę musieli jechać do innego kraju, żeby wybrać drzewa? Publicyści nie kryją zdziwienia: "Czy to konto satyryczne? Niestety, to rzeczywistość warszawska" – zauważa Łukasz Warzecha z "Do Rzeczy". Radosław Fogiel z PiS dodaje: "Sami z siebie robią sobie mem". Wszyscy zastanawiają się, czy polskie szkółki nie mogłyby również być brane pod uwagę przy takich zakupach.
Krytyka dotycząca wydatków na takie wycieczki rośnie. "Warszawscy podatnicy raczej zubożyli, a urzędnicy mieli możliwość bezpłatnego zwiedzania Niemiec" – podsumowuje Rafał Otoka Frąckiewicz.
Zarówno eksperci, jak i mieszkańcy Warszawy zaczynają trwać w oczekiwaniu na wyjaśnienia, dlaczego dokonano takiego wyboru, a także jakie korzyści z tego wynikną dla lokalny środowiska. Czy na pewno skorzystamy na tym, że drzewa przyjechały aż z Niemiec?